Przy okazji średnio-udanego eksperymentu z dziczyzną (nie będę publikować wstydliwych szczegółów), inny eksperyment niespodziewanie dobrze się udał, czego się tak naprawdę nie spodziewałam. Mianowicie – knedle ziemniaczane.
Wyszły puszyste, mięciutkie, nawet porcja, którą zamroziliśmy po ugotowaniu była znakomita!
Składniki (8 sporych knedli):
- 4 ugotowane ziemniaki (ok. 500-600g) – mogą być pozostałości z poprzedniego dnia
- 1 jajko
- 3 łyżki kaszy mannej
- 2 łyżki mąki ziemniaczanej
- 6-7 łyżek mąki przennej
- 2 łyżki miękkiego masła
- Sól, pieprz do smaku
- opcionalnie szczypta gałki muszkatołowej
Przygotowanie:
- Ostudzone (obrane) ziemniaki rozgniatamy jak na puree
- Żółtko oddzielamy od białka, białko z odrobiną soli ubijamy na sztywną pianę
- Do ziemniaków dodajemy żółtko, ubite białko, kaszę manną, oba rodzaje mąki, masło, sól i pieprz i gałkę muszkatołową; składniki mieszamy, zagniatamy jednolite ciasto
- Jeżeli ciast nadal klei się do rąk, spokojnie możemy dodać trochę więcej mąki (ciasto nie powinno się kleić do ręki)
- Mokrą dłonią formujemu knedle
- Knedle delikatnie wkładamy do garnka z osolonym wrzątkiem, uważając, by nie przykleiły się od razu do dna
- Od momentu ich wypłynięcia na powierzchnię wody gotujemy około 15-20 (w zależności od ich wielkości) na słabym ogniu
Podajemy solo z masełkiem, gulaszem bądź innymi daniami z sosem.
Gdy nam zostaną, na drugi dzień spokojnie możemy je podsmażać na patelni, z cebulką i boczusiem, niam niam.
